Alkohol to nie „małe piwo”, to narkotyk! – ostrzegał w Polanicy-Zdroju Jary. Arysta wie, co mówi: sam był w piekle [FILM]

piątek, 4.4.2025 09:14 1334 3

„Teraz trochę więcej piję, trochę więcej palę...” – śpiewał kiedyś Krzysztof Jary Jaryczewski, pierwszy wokalista legendarnego zespołu Oddział Zamknięty. Drogo za to zapłacił. Jak sam twierdzi, był w piekle. Paraliż strun głosowych, odwyki, zniszczone związki, przeszczep wątroby... Od lat rockman jest „czysty”. Czy stracił pazur? Posłuchajcie, jak zagrał na gitarze 3 kwietnia w Teatrze Zdrojowym w Polanicy Zdroju:

To nie łzawa historia o tym, jak dobro wygrywa ze złem. Artysta przyjechał do Polanicy-Zdroju na zaproszenie Mariusz Winiarza, byłego szefa OPS w tym mieście, który teraz kieruje taką instytucją w Dusznikach-Zdroju. Żeby – jak to się teraz mówi – dać świadectwo. – Od zawsze wiedziałem, że chcę grać, że chcę takiego życia, a to kojarzyło mi się z używkami. Z tym mi się kojarzyła wolność – mówił 65-letni dziś muzyk.

Pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego trafił po „udawanej” próbie samobójczej. Uciekł tak przed powołaniem do wojska. Już wtedy pił tyle, że stracił kontrolę nad własnym życiem. A był przecież idolem lekko zbuntowanych nastolatków, dziś kobiet i mężczyzn w wieku 50+. Ich dzieci, czasem już wnuki, prawdę od swoich, współczesnych gwiazdeczek usłyszą za jakieś 40 lat. Jeśli tego dożyją po stosowaniu „wspomagaczy”.

Gdy został w Polanicy-Zdroju zapytany, jaki ma przekaz dla młodzieży, najpierw zapadła długa cisza. Potem powiedział, żeby młodzi „używali rozumu”. Sprawdzali nawet to, co wydaje się w tym wieku oczywiste. – Trzeba myśleć! Ja wiem, że to się łatwo mówi... Tu i teraz się liczy. Ale ma to swoje konsekwencje – mówił. W końcu zaskoczył nas, dorosłych: – Rozmowa z młodymi niewiele daje. Ważne jest, co płynie z twojego życia.

20 lat temu pojawiła się pierwsza książka o jego życiu. To była historia człowieka, który sięgnął dna. Inny muzyk, Zbigniew Hołdys, nazwał ją opowieścią o zmartwychwstaniu. Jary już wtedy był po terapii według modelu Minnesota, konsekwentnie realizuje „Program 12 kroków”. Liczył na to, że jego wyznanie pomoże innym. Chciał publicznie przyznać się do upadku. Nie chciał zaś tłumaczyć się na każdym kroku, że już nie pije.

– Każda ilość alkoholu jest szkodliwa! To narkotyk. Ale lobby alkoholowe jest takie potężne... – mówił muzyk w Teatrze Zdrojowym. – Nie mieszajcie dwóch rzeczy – przekazał kiedyś organizatorom pewnego festiwalu, który miał być „ku przestrodze”, a sponsorowały go browary. Przestał tam jeździć. Jak śpiewał potem w Polanicy-Zdroju: „Wszystko albo nic”. – Takie jest moje życie – mówił w rozmowie z Winiarzem.

Jak teraz żyje? – Jestem człowiekiem, z którym dużo łatwiej się dogadać. Trzymam pod kontrolą swoją ciemną stronę. Staram się na bieżąco naprawiać to, co zrobię źle. Nie można tego odkładać – wyliczał muzyk. Ale dowcipu nie stracił. – Pan Zbyszek musi lecieć do sanatorium na kolację... – przerwała mu w pewnym momencie żona Hania, pierwsza, z którą zdecydował się być „na trzeźwo”. Złożył autograf na książce.

„Byłem w piekle” napisał razem z Kamilem Wicikiem. A w Polanicy-Zdroju był  już trzeci raz. Zawsze na zaproszenie Mariusza Winiarza, zawsze trzeźwy. Dzięki temu mógł docenić urok uzdrowiska. – Tu jest bardzo czysto, co w Polsce nie jest częste – chwalił gospodarzy. Nie mądrzył się, miał jednak dla nas radę: – Jeśli ktoś nie wie, czy ma problem, niech stanie przed lustrem i spyta: wszystko jest ok? Ale na trzeźwo. [kot]

Przeczytaj komentarze (3)

Komentarze (3)

młodzież wczoraj, 23 godz temu
Alkohol to nie „małe piwo”, to narkotyk! – ostrzegał w...
Obywatel wczoraj, 21 godz temu
Miał rację, w Skandynawii punkt za miastem, w środku...
wczoraj, 20 godz temu
A do słodyczy koszty leczenia otyłych.