Ginekolog urwał główkę dziecku. Prokuratura dwukrotnie umorzyła sprawę, co na to rzecznik praw pacjenta?

piątek, 14.10.2022 08:08 3741 0

 Lekarz, Krzysztof S. podczas porodu urwał rodzącemu się dziecku głowę. Do zdarzenia doszło 18 stycznia 2017 roku. Prokuratura dwukrotnie umorzyła postępowanie ws. śmierci noworodka w świebodzickim szpitalu. Matka domagała się ukarania lekarza.

Przypomnijmy:

18 stycznia na oddział świebodzickiego szpitala trafiła młoda kobieta w 22 tygodniu ciąży. Pacjentka skarżyła się na silne bóle, tego samego dnia rozpoczęła się akcja porodowa. Niestety, podczas niej doszło do dramatycznego wydarzenia. Ginekolog w czasie porodu urwał maluchowi główkę.

Wyskoczyły nóżki dziecka. Poczułam, jak lekarz z dużą siłą ciągnie to dziecko za nogi. No i ja powiedziałam, że strasznie mnie to boli. Żeby przestał tak robić, bo nawet zwierząt się tak nie traktuje. Wtedy cała sala zamarła. Wszyscy przestali się odzywać.  Nie mogę się otrząsnąć z tego i moja rodzina tak samo. Rozeszliśmy się z byłym narzeczonym, bo po prostu nie mogliśmy się pozbierać. On też miał myśli samobójcze, próbował się zabić - mówiła strzegomianka, pani Natalia.

Przez wiele godzin nikt nie powiedział pacjentce, dlaczego dziecko nie żyje. Lekarz nie był wtedy etatowym pracownikiem szpitala, pełnił w nim dyżury na oddziale ginekologiczno-położniczym, a na co dzień, jak informowała rzecznik szpitala, pracował w szpitalach o najwyższym stopniu referencyjności.

  Kilka tygodni po tragicznej sytuacji szpital tłumaczył, że zrobiono wszystko, co było możliwe. - Ratowanie zdrowia i życia młodej kobiety, która zgłosiła się z poronieniem zagrażającym, było dla naszego zespołu równie ważne jak bezpieczeństwo płodu. Niestety mimo wysiłków lekarzy ciąży nie udało się utrzymać. Wyjaśnienie zaistniałej sytuacji jest naszym priorytetem, dlatego w pełnym zakresie współpracujemy z prowadzącymi postępowanie instytucjami. Jednocześnie w szpitalu zarządzone zostało przeprowadzenie wewnętrznego postępowania, sprawdzającego realizację przyjętych procedur i prawidłowość postępowania personelu medycznego  - wyjaśniały w styczniu 2017 roku, po opisaniu sprawy przez naszą redakcję, władze szpitala.

Śledztwo zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, która w czerwcu tego roku je umorzyła, nie stawiając nikomu zarzutów. Także Dolnośląski Rzecznik Dyscyplinarny Izby Lekarskiej, nie dopatrzył się w postępowaniu lekarza Krzysztofa Sz. żadnych błędów.

Nie zgadzamy się z decyzją Prokuratury, będziemy składali zażalenie na postanowienie o umorzeniu. Złożyliśmy opinię ginekologa-położnika z 40-letnim doświadczeniem potwierdzającą nasze przypuszczenie, że doszło do błędu medycznego. Zresztą takiego samego zdania jest dolnośląski konsultant wojewódzki, który w postępowaniu wyjaśniającym toczącym się przed Rzecznikiem Praw Pacjenta wydał opinię, że doszło do błędu medycznego - mówił radca prawny Małgorzata Hudziak z Kancelarii Lazer & Hudziak Adwokaci i Radcowie Prawni SKA.

Po wielu miesiącach czekania na opinię, sprawę umorzono. Dolnośląski Rzecznik Dyscyplinarny Izby Lekarskiej umorzył postępowanie przeciwko ginekologowi Krzysztofowi S. Pani Natalia decyzję zaskarżyła do sądu, ten nakazał prokuraturze ponowne przeprowadzenie śledztwa, ale sprawa została ponownie umorzona. Pacjentka ponownie złożyła zażalenie, które ostatecznie postanowieniem Prokuratury Krajowej nie zostało uwzględnione. Sprawę ponownie umorzono.

Jak informuje Gazeta Wyborcza: po stronie kobiety stanął jedynie rzecznik praw pacjenta. Oparł się on na opinii profesora Sławomira Suchockiego z Wałbrzycha, który jest niekwestionowanym autorytetem w zakresie ginekologii i położnictwa.

Według profesora noworodek z ciąży, który ma 22-23 tygodnie jest na granicy możliwości przeżycia, a szanse jego określa się na kilka procent. Należało natychmiast przetransportować ciężarną do szpitala ginekologiczno-położniczego w Wałbrzychu, który jest szpitalem III poziomu referencyjnego w zakresie opieki penitencjarnej. Profesor wytknął też, że lekarz nie wykonał ciężarnej badania wewnętrznego i USG oraz nieprawidłowo odbierał poród.

Jak podają dziennikarze Wyborczej:

- Metoda Veita Smelliego nie była wykonana prawidłowo, gdyż zastosowano ją przed rozwarciem zupełnym i była wykonana z użyciem dużej siły, która spowodowała oderwanie główki. W tej bardzo niekorzystnej sytuacji położniczej, która powstała na skutek nieprawidłowo przeprowadzonej pomocy, należało zamiast użycia siły fizycznej, spróbować natychmiast nacisnąć ujście szyjki macicy i w ten sposób spowodować większe rozwarcie ujścia, pozwalając urodzić główkę płodu bez jej tragicznej dekapitacji - informował profesor.

Krzysztof S. jest więc osobą niewinną.

foto - ilustracyjne

Dodaj komentarz

Komentarze (0)