Rzeki w coraz gorszym stanie, aż 1000 aglomeracji nie posiada systemu kanalizacji

poniedziałek, 31.3.2025 10:17 104 0

Z najnowszego raportu Komisji Europejskiej wynika, że tylko 8,5% wód powierzchniowych w Polsce jest w dobrym stanie. Wody Polskie wydały oświadczenie, w którym tłumaczą, że taka ocena wynika z restrykcyjnego i rozbudowywanego o nowe wskaźniki systemu ocen. A eksperci UPWr odnoszą się do tej kwestii. 1 kwietnia w Polsce zaczyna się Tydzień Czystości Wód. 

Według najnowszego, przedstawionego kilka tygodni temu przez komisarz ds. środowiska Jessikę Roswall, wynika, że odsetek wód powierzchniowych znajdujących się w dobrym stanie zmniejszył się w Polsce w ciągu sześciu lat z 31 proc. do 8,5 proc. To stan z 2022 roku – raport sprawdza, jak kraje członkowskie wdrażają dyrektywy regulujące m.in. poprawę stanu wód powierzchniowych i zapobieganie powodziom. Według informacji podanych przez Polską Agencję Prasową odsetek zbiorników wodnych w dobrym stanie spadł w Polsce z 31 proc. do 8,4 proc., tylko 25 proc. wszystkich wód powierzchniowych ma dobry stan chemiczny, a aż 53 proc. zły, w przypadku 22 proc. jest on nieznany. 

W porównaniu z poprzednim badaniem liczba zbiorników wodnych o dobrym stanie chemicznym spadła z 3331 do 1150. Wynika to przede wszystkim z zanieczyszczenia substancjami uPBT (wszechobecne, trwałe, bioakumulujące się i toksyczne), do których zaliczane są rtęć, węglowodory poliaromatyczne czy bromowane etery difenylowe. Tym samym Polska znalazła się więc znacząco poniżej unijnej średniej – w UE średnio 40 proc. wód powierzchniowych osiąga dobry stan ekologiczny, a 27 proc. – dobry.

Dodatkowo Komisja Europejska wskazała problemy Polski z przestrzeganiem dyrektywy ściekowej. Skutkowało to skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dwukrotnie). Zgodnie z przeprowadzonymi kontrolami ponad 1000 aglomeracji w Polsce nie posiada centralnego systemu kanalizacji i nie można tym samym wykazać skutecznego postepowania ze ściekami powstającymi na tych terenach. Oznaczać to może, że nieczystości trafiają bezpośrednio do odbiorników, do rzek, morza lub jezior bez wymaganego prawem stopnia oczyszczenia. 

Prof. Katarzyna Pawęska z Instytutu Inżynierii Środowiska UPWr odnosząc się do najnowszego raportu Komisji Europejskiej mówi: – Rzeczywiście, wynika z niego, że jakość wód powierzchniowych w Polsce jest po prostu zła. I w tym miejscu warto postawić pytanie, jak to jest możliwe, że mimo wdrożenia dyrektywy wodnej, realizacji postanowień Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych, rozbudowy sieci kanalizacyjnych, modernizacji oczyszczalni, a więc całej istotnej dla prawidłowej gospodarki wodno-ściekowej infrastruktury, te wyniki są tak fatalne. Kolejnym pytaniem, które koniecznie trzeba zadać, to co należy dalej robić, aby kompleksowo poprawić stan wód powierzchniowych w naszym kraju.

– Jeśli uznajemy, że jakość wód w gruncie rzeczy się nie zmieniła, zmienił się tylko zmienił się sposób klasyfikacji, to trzeba sobie jasno powiedzieć, że tę jakość trzeba będzie do tej nowej klasyfikacji dostosować – mówi prof. Tomasz Kowalczyk, kierownik katedry Kształtowania i Ochrony Środowiska UPWr i przypomina, że od początku sporządzania planów gospodarowania wodami, a więc od 15 lat, około 90% wód jest w złym stanie ekologicznym. 

– Raport pokazuje nam również, że nie tyle jakość wód znacząco się pogorszyła, ale że równolegle wprowadzano kolejne normy, nowe standardy jakości, co w gruncie rzeczy oznaczać może, że już znacznie wcześniej jakość wód była niepokojąca. To, że czegoś nie nazwiemy, nie znaczy, że tego nie ma. Raport po prostu nazwał to, co umykało do tej pory w analizach. I tutaj uważam, że nad wnioskami z raportu należy się głęboko zastanowić – tłumaczy prof. Pawęska i dodaje, że sieć monitoringu pozwala na ocenę zarówno jakości ścieków na odpływie z oczyszczalni komunalnych, ale też jakości ścieków przemysłowych. – I trzeba jasno powiedzieć, że oddziaływanie przemysłu na zasoby wodne i na środowisko jest bez porównania większe niż ścieków bytowych. Trzeba też dodać, że nie jesteśmy w stanie objąć monitoringiem wszystkich parametrów jakościowych. Nasz monitoring nie jest zintegrowany z działaniami, które powinny wynikać z sytuacji kryzysowych i nagłych, wymagających interwencji – podkreśla prof. Pawęska, dodając od razu, że o stanie wód w Polsce zwykle na szeroką skalę mówi się wtedy, kiedy dochodzi do katastrofy ekologicznej jak kilka lat temu na Odrze, czy w czasie powodzi. A kiedy sytuacja wraca – nomen omen – do starego koryta, temat przestaje być nośny, działania tracą na aktywności, choć zagrożenie dla stanu wód wcale nie mija. 

Woda w Polsce wciąż tania

Jak przyznaje prof. Katarzyna Pawęska, istotnym elementem, który wymaga dyskusji, jest też cena wody w Polsce – zróżnicowanie pomiędzy wodą do celów bytowych i przemysłowych jest niewielkie w porównaniu do innych krajów, mimo świadomości, że to właśnie przemysł jest dla ilości i jakości wód największym obciążeniem.

– W Polsce woda jest relatywnie tania. W ubiegłym roku zakończyliśmy razem z pracownikami Instytutu Inżynierii Środowiska międzynarodowy projekt dotyczący możliwości wdrażania w przedsiębiorstwach systemów odzysku wody i powtórnego wykorzystania ścieków. Jednym z partnerów w projekcie była Japonia. Nasi japońscy partnerzy byli autentycznie zdziwieni, że w Polsce woda na cele przemysłowe jest taka tania. U nich ceny pomiędzy sektorami są znacząco różne, a cena wody wykorzystywanej w przemyśle jest dość wysoka. Powiązane to jest z jakością ścieków przemysłowych, których oczyszczanie jest o wiele bardziej trudniejsze niż ścieków komunalnych – tłumaczy prof. Pawęska, a prof. Kowalczyk dodaje, że w Polsce mamy ok. 180 tys. km rzek, 95% wód nie spełnia wymogów ekologicznych i jednym z elementów poprawy sytuacji jest opracowanie przez Wody Polskie podręcznika, w którym m.in. przedstawiona jest strategia ich poprawy. Ale okazuje się, że z tych 180 tys. km rzek do renaturyzacji  w najbliższych latach wyznaczono 1500 km.

– Jeżeli mówimy o jakości, to mówimy też o tym, iż brakuje nam retencji krajobrazowej. Powoduje to, że obecnie cyklicznie pogłębiają się niżówki hydrologiczne. Kiedy studiowałem w latach 90., uczono mnie, że przez Wrocław płynie Odrą średnio 300-350 metrów sześc. wody na sekundę. W 2020 roku w trakcie katastrofy było to już tylko około 50. Brak wody na jakość też wpływa, bo wtedy rośnie wody stężenie substancji niepożądanych czy wręcz toksycznych – podkreśla prof. Tomasz Kowalczyk.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)